bagaż doświadczeń

Przez dwa lata nie udało mi się zebrać tego bagażu za wiele ale parę razy zdarzyło mi się popełnić nieprzemyślane zjazdy. Jeden dział się całkiem niedawno, na kończącym sezon wyjeździe do paradiski. znalazłem się w miejscu w którym nie powinienem był się znaleźć z wielu powodów. Koniec końców nic mi się nie stało, uznałem to wydarzenie za dobrą lekcje. może bardziej by pasowało ostrzeżenie.

Poniżej kilka prawd oczywistych, które z racji swojej oczywistości i prostoty nagminnie są łamane:

1.nie ufać śladom prowadzącym w nieznane.
2.unikać wojaży w pojedynke
3.niewłączony detektor robi jedynie za zbędny balast
4.informacje o zagrożeniu lawinowym nie wiszą dla ozdoby.

ad1: czasem teren z pozoru łagodny i niepozorny potrafi zaskoczyć tak, że bez pampersa ani róż. nigdy nie wiem kto jechał przed mną, może ekipa uzbrojona w sprzęt alpinistyczny albo co gorsza spadochrony czy skrzydła. jadąc za takim śladem z plecakiem wypełnionym jedynie tabliczką czekolady, czapką i kremem do opalania możemy się na własne życzenie zesrać z radości.

ad2: tą zasadę łamie notorycznie.w l2a trafiłem na ekipe nastawioną głównie na jazde free ale wtedy narciarsko to byłem jeszcze w głębokiej fazie orangutana – człowiek na stoku przypomina małpe z obwieszonymi łapami bo nie wiadomo co z nimi zrobić. poza naganną sylwetką, orangutana charakteryzuje podejście do krawiędzi i karwingu, otóż orangutanowi krawędzie służą głównie do polowań.

ad3: świadomość, że detektór który ma dawać cień szansy na przetrwanie w momencie zagrożenia, jest wyłączony i nie możemy tego zmienić jest bezcenna. jeśli zakładasz na siebie rano detektor to go włącz! baterie trzymają długo ale nie zaszkodzi co jakiś czas sprawdzić poziom, stan do wymiany to 50% pojemności.

ad4: tego dnia na tabliczkach wisiała 3. moja granica ryzyka. w pojedynke z marnym doświadczeniem przy trójce zostają mi tylko wyciągi i trasy. zlekceważyłem i to dzięki czemu miałem okazję zjeżdzać razem z mini lawinkami pomiędzy płotkami lawinowymi. nigdy w życiu tak się nie bałem

Nie wiem co jest takiego w ludziach, że muszą się przekonać na własnej skórze.. wystarczy przeczytać kroniki topr z naszych tatr żeby zobaczyć, że łamanie podstaw sztuki jest przyczyną większości nieszczęść.

Góry nie lubią ignorantów i cwaniactwa, za to je lubie ale też się ich boje. nie dla tego, że jestem przesadnym cwaniakiem czy ignorantem, głownie dlatego, że granice ryzyka mam przesuniętą niebezpiecznie blisko przepaści. wiele razy od narciarskich kompanów słyszałem, że trochę szarżuje jak na swoje umiejętności. Z drugiej strony szybciej się ucze. jak chcę tą alaske zaliczyć przed alzheimerem to muszę cisnąć. nie ma rady.

Artykuł czytany 1312 razy.

Leave a Reply

Your email address will not be published.